Cancel Preloader
gryfon jastarnia 00

Restauracja Gryfon, Jastarnia: najlepsza restauracja na Helu

Nie wiem, kto mi powiedział o restauracji Gryfon w Jastarni, ale miałam to miejsce na mojej liście “do odwiedzenia” przez ostatnie kilka lat. Niefortunnie zawsze coś stawało na przeszkodzie – w zeszłym roku prawie pojechaliśmy na długi weekend nad morze, ale w ostatniej chwili musieliśmy skasować rezerwację.

W tym roku byliśmy tuż obok, bo w Chałupach, Jastarnia jest parę km dalej, więc czym prędzej zrobiłam rezerwację. Przemiła pani Ania spytała, czy mam świadomość, że restauracja Gryfon działa tylko w trybie kolacji degustacyjnych. Potwierdziłam i czekałam już na piątkowy wieczór.

Kompletnie nie znam Jastarni, ale na szczęście Google zna, więc trafiliśmy od razu, chwilę przed czasem. Jedna z córek właścicieli, sprzedająca na ganku przetwory (poboczna gałąź biznesu rodzinnego), elegancko zaprosiła nas do środka.

Restauracja Gryfon, Jastarnia – co tam zjesz?

W środku czekała na nas przystawka – rybne foie gras, a do tego słodkie wino z róży. Nie lubię słodkich win, nie lubię wina z niczego poza winogronami, ale tutaj moje przekonania poszły w kąt, bo delektowanie się tą kompozycją smaków było ważniejsze niż trzymanie się swoich opinii. Serio, jeśli ktoś lubi wątróbkę, pasztet z wątróbki, wątrobiankę, będzie zachwycony.

Nawiasem mówiąc – ten smak przypomniał mi shirako, które jedliśmy w restauracji Mugi parę miesięcy wcześniej.

W międzyczasie na stole pojawił się pojemnik do podwędzania ryb. Miałam uczucie, że znam zapach, ale nie byłam pewna. Ryby wędzone były następne w kolejności po domowej bułce typu focaccia (tutaj też, podobnie jak w Poznaniu, mówi się na to “szneka”), podanej z dwoma rodzajami masła. Jedno było bardzo delikatne, śmietanowe, w zasadzie było gdzieś pomiędzy śmietaną a masłem, jak chodzi o konsystencję, a drugie, szarawe, otrzymało swój kolor od anchois. Poważnie rozważałam zatrzymanie się na tym daniu, bo uwielbiam anchois, ale uznałam, że najwyżej zjem go więcej później.

Wino słodkie zostało zamienione na domowe wino wytrawne, też z róży – i po raz kolejny przekonałam się, że jeśli czegoś nie lubię, to może to być dlatego, że dotychczas nie miałam styczności z dobrze wykonanym daniem czy napojem. Domowe wina zawsze kojarzyły mi się z ciężkim, słodkim napojem, odpowiednio alkoholowym, ale bez polotu. Tutaj było zupełnie inaczej. Lekkie, aromatyczne, wytrawne wino doskonale komponowało się z rybami.

Podane nam ryby wędzone (łosoś i węgorz) były podwędzane tytoniem do fajki – wiedziałam, że kojarzę ten zapach! Tak pachniał tytoń Amfora, którego używał brat mojej babci. Ryby smakowały doskonale – i tu Piotr, szef kuchni, uraczył nas historią o tym, jak w czasach, kiedy restauracja działała w normalnym trybie, goście zamówili cytrynę do wędzonej ryby. Piotr poprosił ich, żeby spróbowali ryby BEZ dodatku soku z cytryny – i okazało się, że faktycznie nie jest to potrzebne.

Dobrego smaku wędzonej ryby nie trzeba przykrywać ani sosem koperkowym, ani sokiem z cytryny, ani niczym innym. Warto to wiedzieć, warto takiej ryby spróbować.

Kolejne dwa półmiski zawierały kawałki makreli i szproty. Do tego oliwa, czerwony pieprz, garnie z pietruszki i jadalnych kwiatów nasturcji – coś wspaniałego.

Nie ma kuchni nadmorskiej (a ściślej, jastarnickiej – bo takiej kuchni mieliśmy okazję spróbować) bez śledzi. Tutaj pojawiły się w trzech odsłonach – dwa warianty roladek z cudownych, lekko marynowanych śledzi, w dodatku ze specjalnego, starego typu połowu oraz tatar ze śledzia. Ze wszystkich dań wieczoru, tatar ze śledzia był najłatwiejszy w odbiorze i zgodny z tym, co możemy znać z innych miejsc. Nie chcę powiedzieć, że był nieciekawy, przeciwnie! Dla osób nie lubiących eksperymentów kulinarnych może się okazać najbezpieczniejszy, zwłaszcza, że kolejnym daniem był poniekąd deser. Ale wyjątkowy – lody ze śledzia.

Tutaj dodam, że jeśli jem jakieś słodycze, to najczęściej są to lody. Muszą być wybitne, nie cieszy mnie cokolwiek. Wielokrotnie żartowałam też, że ze słodyczy najbardziej lubię śledzie. To, że Piotr akurat tego wieczoru nam je zaproponował, było wyjątkowo szczęśliwym zbiegiem okoliczności.

Restauracja Gryfon, Jastarnia – desery

Lody ze śledzi (dla dociekliwych: twaróg + marynowane śledzie, zmiksowane i poddane mrożeniu w specjalnej maszynie do lodów) były polane miodem z pieprzem i gochugaru. Ta kompozycja smaków – słodkiego, słonego i ostrego – była idealna. Nawet, jeśli ktoś nie ma odwagi eksperymentować, warto spróbować tego raz, bo nie znam żadnego innego miejsca, gdzie szef kuchni tak umiejętnie łączyłby klasyczne smaki nadmorskie z kuchnią molekularną.

Deserem po deserze był kawałek tłustego turbota, podanego z pomarańczowym ryżem. Wybitnie słodki ryż z mlecznym, owocowym sosem zwykle nie jest dodatkiem do tłustej, pieczonej ryby, ale to kolejna kompozycja, która mnie zachwyciła i żałowałam, że nie mam już miejsca w sobie na więcej.

Piotr przygotował dla nas też klasyczny deser – taki po prostu na słodko. Dwa smaki lodów – różane i sosnowe (z młodych pędów sosny), szpajza (to nie jest danie tylko śląskie!) czyli piana z jajek z sokiem z cytryny, chrust i kawałki bloku czekoladowego. Byłam zachwycona, chociaż mogłam już tylko spróbować po odrobinie każdego ze składników deseru.

Gdzieś w trakcie kolacji, po winach z róży, Piotr zaproponował nam domową whisky. Raz czy drugi piłam niezłe whisky, ale nigdy nie zachwyciłam się jego smakiem tak, jak tutaj. Kolor nie był bursztynowy, bardziej słomkowy, ale całość kompozycji była lepsza niż wiele wariantów, które mi dotychczas oferowano (bo w domu whisky mamy tylko dla gości, to nie jest „nasz” napój). Warto się dać namówić!

Kolację zaczęliśmy o 19.30, z żalem opuszczaliśmy lokal po 23.00. Cała kolacja była okraszona historiami Piotra, szefa kuchni, człowieka o niezwykłej biografii, wynalazcy i innowatora, muzyką na żywo w wykonaniu syna właścicieli oraz przemiłą rozmową już pod koniec wieczoru, do której dołączyła też właścicielka, Ania.

Kolacje degustacyjne to wspaniała okazja, żeby poznać kuchnię danego regionu i talent szefa kuchni. Zwykle mają ustaloną kolejność podawania dań, a pogawędka, chociaż miła, jest ograniczona w czasie. Tutaj czuliśmy się tak, jak na kolacji u znajomych – nie chciało się nam wychodzić. Na pewno wrócimy niejeden raz do Gryfona.

Restauracja Gryfon, Jastarnia – najlepsze praktyki

Jeśli chcesz wybrać się do Gryfona, koniecznie zadzwoń wcześniej i zrób rezerwację. Restauracja działa _tylko_ w trybie kolacji degustacyjnych, nie ma możliwości zjedzenia czegoś mimochodem.

Daj wcześniej znać, jeśli masz jakieś nietolerancje pokarmowe, jeśli czegoś nie jadasz – kolacja zostanie dostosowana do Twoich potrzeb. Ale zaznaczam, jeśli Twoja niechęć do czegoś nie jest nietolerancją czy alergia, a po prostu nawykiem, warto spróbować, czy na pewno tego nie zjesz.

Restauracja oferuje też wybór dań dla dzieci – zamów zawczasu opcję dziecięcą (można zamówić coś rybnego albo po prostu pizzę i frytki).

Restauracja Gryfon, Jastarnia – jak trafić?

Jastarnia nie jest dużą miejscowością, ale weź pod uwagę, że ewentualny transport z pobliskich Chałup czy Kuźnicy może być utrudniony w porze wieczornej. Zarezerwuj go z wyprzedzeniem.